Dzwoni telefon - dzień dobry nazywam się .... facet przedstawia się ale gówno słyszę bo gwar w służbowym pokoju nie daje mi szans i wszyscy koniecznie chcą rozmawiać przez telefon akurat w tym samym czasie kiedy do mnie dzwoni facet, a może jest przystojny i na dodatek chce się umówić na randkę właśnie ze mną a ja nie słyszę bo wszyscy nadają jak w centrali telefonicznej.
Słyszę co drugie słowo i okazuje się, że to nie cichy wielbiciel (a szkoda miałam jeszcze nadzieję) tylko przedstawiciel Plusa który ma tylko dla mnie specjalną ofertę tzn. przygotował specjalnie dla mnie telefon z aparatem, radiem, mp3 i innymi cudawiankami do tego dokłada mi 120 minut gratis a jak coś tam jeszcze zrobię to on dołoży jeszcze 240 minut i w ogóle. Aż miałam ochotę zapytać gościa czy aparat robi zakupy, gotuje a może nawet robi dzieci bo jeśli tak to "bierę" w ciemno, chociaż może z tymi dziećmi to nie bo dwoje już mam i chyba mi wystarczy.
Po skończonym wywodzie trwającym około 10 minut kiedy to łaskawie dałam się gościowi wygadać (ostatecznie to on zadzwonił więc on płaci) otrzymuję informację, że on właśnie wysyła mi ofertę i podaje adres na który chce to wysłać z pytaniem czy się zgadza. Oczywiście potwierdziłam, że się zgadza.
Gość nawija, że on musi uaktualnić moje dane więc chce abym mu podała Nr dowodu, pesel itd. Zupełnie nie rozumiem dlaczego nie zażądał Nr stanika gaci i tym podobnych danych w końcu pewnie też by się przydały. Uprzejmie poinformowałam przedstawieciela Plusa, że moje dane się nie zmieniły w związku z czym nie ma co uaktualniać. Gość naciska, że on jednak chciałby potwierdzić dane. Trochę mnie to zirytowało i zaczęłam być lekko niegrzeczna stwierdzając, iż przez telefon nie podaję nikomu swoich danych.
Gość przekonuje, że jest przedstawicielem Plusa i koniecznie musi mieć dane na co ja już całkiem obcesowo i bez uników, że dla mnie to on nie jest żadnym przedstawcielem bo ja go nie widzę i równie dobrze to on może sobie siedzieć w pubie pić drinka z parasolką i dzwonic z nudów.
Facet w takim razie do mnie z grubej rury - to znaczy, że mam (znaczy się on) nie wysyłać oferty przygotowanej specjalnie dla pani, wypasiona komórka, darmowe minuty i ble ble ble. Nie proszę pana posiadam dwie komórki i na ch....j mi trzecia.
Gość zawiedziony przypomniał mi jeszcze raz że specjalna ofera dla mnie właśnie mi przepada, że w związku ze związkiem nie zostanę szczęśliwą posiadaczką jeszcze jednego trzeciego telefonu, mnóstwa darmowych minut i takie tam.
Gdyby ta komórka robiła zakupy, obiady, zapylała za mnie do pracy a może nawet czasem powiedziała czułe słówko to mogłabym to przemyśleć, ale tak to aparat z pikselami, radiem, mp3 i darmowymi minutami mnie nie rajcuje.



